Światło w głębinach – to, co nurkowie znaleźli w wielowiekowym wraku statku, zmieniło wszystko, co wiemy o morzu

Ciemność wewnątrz wraku była inna niż na zewnątrz. Gęstsza. Wyrazista.

Petr włączył czołówkę, ale światło zdawało się załamywać – jakby ciemność go pochłonęła, zanim zdążył uderzyć w ściany. Mimo to widział wystarczająco dużo.

Chata była dobrze zachowana. Zbyt dobrze zachowana. Stół, dwa krzesła, mapa przyklejona do ściany – wszystko na swoim miejscu, bez osadu mułu, bez wodorostów, bez lat rozkładu.

A na środku stołu — świecąca kula.

Nie lampa. Nie latarka. Kula – przezroczysta, wielka jak pięść, ze światłem pulsującym w środku niczym bicie serca.

Peter wyciągnął do niej rękę.

Nie dotykaj tego.

Głos. Wyraźny. W jego własnej głowie.

Odwrócił się instynktownie – za nim nikogo nie było. Tylko zamknięte drzwi, przez które wszedł. Spróbował je otworzyć.

Ona nie poszła.

Powoli odwrócił się z powrotem do stołu. Kula wciąż pulsowała. A teraz – teraz Piotr dostrzegł w niej coś jeszcze.

Twarz.

Jego własna twarz. Ale z innej perspektywy. Jakby ktoś za nim patrzył.

Piotr odwrócił się po raz drugi.

Tym razem ktoś był za nim.

Wysoka postać, wilgotna, przezroczysta – a jednak z oczami patrzącymi prosto na niego, których wyraz nie był wrogi.

To był wyraz… ulgi .

Wyglądało to tak, jakby ta postać czekała na nią sto lat. I w końcu – w końcu – ktoś się pojawił.

Postać otworzyła usta.


Dalej: Co jej powiedziała — i dlaczego Petr nie chciał powiedzieć Martin ani jednego słowa o tym, co zobaczył po powrocie na powierzchnię.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *