Prezydent Karol Nawrocki, przemawiając w Kuleszach Kościelnych na Podlasiu, wezwał premiera Donalda Tuska do pilnych rozmów o naprawie budżetu. Jako najpoważniejsze problemy państwa wskazał finanse publiczne, służbę zdrowia i demografię. Zarzucił też rządowi brak woli współpracy.
„Nie mam z kim rozmawiać o sprawach Polski”
Nawrocki przekonywał, że spory polityczne są w demokracji naturalne, ale nie mogą blokować decyzji w najważniejszych sprawach.
Ja dzisiaj potrzebuję dialogu, tylko niestety nie mam z kim go prowadzić. Nie mam z kim rozmawiać o sprawach Polski (…). Wszystkie państwa, które mają demokratyczne rządy, godzą się na to, że są emocje wokół politycznego sporu (…). Ale są sprawy, które nie mogą czekać rok.
Bieżącą debatę publiczną nazwał „teatrem i spektaklem o rzeczach małoważnych albo nieistotnych”.
Przyjechałem dzisiaj do państwa, żeby powiedzieć, że w sprawach fundamentalnych i zasadniczych potrzebujemy dzisiaj dialogu, do którego, jak widzimy, strona rządowa nie jest gotowa.
Prezydent przywołał też doświadczenia Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudy, zwłaszcza końcówkę prezydentury tego drugiego. Stwierdził, że „Polacy już wybierali prezydentów, którzy byli metodycznie niszczeni przez środowisko obecnego pana premiera”.
Trzy problemy, które „nie mogą czekać”
Nawrocki wymienił trzy obszary wymagające pilnej reakcji rządu:
- finanse publiczne: jak mówił, problem budżetu „po prostu nie może czekać na zmianę gospodarza”. Skrytykował też Andrzeja Domańskiego, przekonując, że trudności finansów publicznych nie rozwiąże „awans na stanowisko wicepremiera człowieka, który za to odpowiada”,
- służba zdrowia: zwracał uwagę, że opóźnianie decyzji w tej dziedzinie może mieć szczególnie poważne skutki dla obywateli,
- demografia: kryzys demograficzny nazwał „gigantycznym problemem Polski”.
Trzeba rozmawiać, panie premierze, o rzeczach, które nie mogą czekać rok, bo musimy naprawić polski budżet i o to apeluję do pana premiera (…). Tu czas oznacza być może ludzkie życie.
„W tym domu przecieka dach”
Prezydent porównał Polskę do pięknego domu, budowanego wysiłkiem obywateli przez ostatnie 37 lat. Za utrzymanie jego bezpieczeństwa podziękował m.in. Zjednoczonej Prawicy.
Ten dom obroniliśmy przed tym, co niszczy dzisiaj Paryż i Europę Zachodnią. Ten dom jest bezpieczny.
On stoi na silnych fundamentach naszej tożsamości, naszej kultury, naszej historii. Wciąż go mamy i będziemy go mieć. Ale w tym domu przecieka dzisiaj dach. Ten przeciekający dach to jest stan finansów publicznych, stan służby zdrowia i problem polskiej demografii.
Rząd Tuska przedstawił jako „gospodarza, który mówi, że dach nie cieknie”.
„Może ostatni moment” dla premiera
Nawrocki zarzucił gabinetowi, że zamiast sprawami obywateli zajmuje się konfliktem z głową państwa.
My dziś, drodzy państwo, potrzebujemy rządu (…), który zajmuje się polskimi sprawami, polskimi problemami (…), a nie każdego dnia i każdego tygodnia prezydentem RP.
Jest to może ostatni moment, aby pan premier Donald Tusk to zrozumiał.
Prezydent nakreślił dwa możliwe scenariusze: albo obecny rząd zmieni podejście i zajmie się pilnymi sprawami, albo dojdzie do zmiany władzy. Zapewnił, że „głęboko wierzy” w realizację jednego z nich. Dodał, że chciałby większości parlamentarnej, która umożliwi współpracę z prezydentem.
Musimy ucywilizować sytuację w polskiej demokracji i doprowadzić ją do momentu, w którym wybór Polaków (…) jest wyborem akceptowalnym dla rządu, a rząd gotowy jest współpracować z prezydentem dla dobra Polaków.
„Czwarty akt spektaklu”
Na zakończenie Nawrocki wrócił do teatralnej metafory.
Wchodzimy w ostatni, czwarty już akt spektaklu politycznego, w którym sprawy zwykłych Polaków, takich jak ja, zanim zostałem prezydentem, są gdzieś na drugim planie.
Chcę państwa przestrzec, że nasza odporność, siła rozstrzyga się właśnie tam, gdzie rozwiązuje się zwykłe sprawy Polaków, a nie tam, gdzie tworzy się ideologiczne pola bitew i partyjne (…). To od naszej determinacji, od naszej woli zależy, czy ten czwarty akt będzie aktem ostatnim tej tragikomedii, czy będą kolejne odsłony tego spektaklu.